Czy instrument etniczny kupowany w sklepie jest autentyczny?
Muzyka afrykańska w dużej mierze jest oparta na rytmie serca, najbardziej naturalnym z rytmów jakie powstały na naszej ziemi. Kręgi bębniarskie, składające się z perkusistów o różnym poziomie świadomości muzycznej zbierają się tam nie po to, by aranżować piosenki, czy tworzyć nowe płyty i grać wielkie trasy muzyczne po całym świecie, ale przede wszystkim po to, by odnaleźć ten prawdziwy rytm, zrelaksować się , uzdrowić swojego wewnętrznego ducha w rytmie, współgrać w jednym bębniarskim organizmie.
Ludzie ci spotykają się by grać razem nawet przez wiele dni, współistnieć, poszukiwać, tworzyć, być ze sobą.
Każdy uczestnik takiego spotkania albo przynosił swój własny afrykański instrument perkusyjny, zrobiony przez siebie lub jego współziomków, albo dosiadał się do kogoś kto już taki instrument posiadał i użyczył potrzebującemu. U źródeł rytmu grano na tym co było pod ręką na beczce, kiju, puszce, skrzynce, garnku, klaszcząc po prostu w dłonie, ale tworzono również święte instrumenty, poświęcone specjalnym zadaniom w religii, jak na ten przykład bębny ibo stosowane do obrzędów woodoo, czy bębny bata.
Stopniowo jednak zaczęto zamieniać te niby to ręcznie robione instrumenty perkusyjne na bardziej profesjonalne, z odpowiednio dobranym drewnem, wykończeniem, naciągiem. Instrumenty etniczne, które swoja etniczność w pewnym stopniu utraciły chociaż dalej były tworzone po to by spełniać swoją rolę w różnych obrzędach, kulturze, religii i życiu codziennym jednak teraz odnalazły również swoje miejsce poza tymi miejscem, kręgami, zostały bardziej ofiarowane muzyce jako globalnej wiosce. Ale przez to niewątpliwie zatraciły swoje pierwotne zastosowanie, sens ich życia nieco się zmienił.
W dzisiejszych czasach mamy już wielu profesjonalnych producentów instrumentów etnicznych, którzy korzystając z wiedzy na temat tych instrumentów stwarzają podobne im, ale również tworzą ich mutacje by bardziej otworzyć świat na dźwięk.
Pytanie tylko co z autentycznością, jeśli tak na prawdę trudno nam znaleźć ten pierwszy, właściwy „bęben”?